Wspomnienia z praktyki w Holandii – 2009r

 

 

            W okresie od 11.05.2009r do 14.08.2009r odbywałyśmy zagraniczną praktykę w Holandii. Nasz praca polegała na zbiorze pomidorów, a także na sortowaniu ich. Pracę zaczynałyśmy o 7 rano,               a kończyłyśmy różnie, w zależności od ilości pomidorów. Zazwyczaj pracowałyśmy od poniedziałku do piątku, a weekendy były wolne. Praca nie była ciężka, lecz bardzo uciążliwa, ponieważ pomidory znajdowały się w szklarni, gdzie temperatura wynosiła 50 – 60 stopni Celsjusza.

 

 

 

Do pracy dojeżdżałyśmy około 6 km rowerami. W czasie pracy przysługiwały nam trzy przerwy, w czasie których dostawałyśmy darmową herbatę, kawę lub gorącą czekoladę. Po zakończeniu pracy i powrocie do hotelu podawano nam obiad, deser i owoce. Razem z naszą opiekunką jeździłyśmy na wycieczki. Przy naszym hotelu znajdowały się boiska do gry, na których spędzałyśmy wolny czas. Miałyśmy także dostęp do Internetu. Nasz trzymiesięczny pobyt w Holandii wspominamy bardzo miło. Dużo zwiedziłyśmy i zaprzyjaźniłyśmy się z wieloma osobami i oczywiście wzbogaciłyśmy się o nowe doświadczenia.

                                                                                              Marta i Justyna

 

 

 

            Podczas praktyki w Holandii pracowaliśmy przy zbiorze papryki. Mieliśmy zrywać tylko twardą, dlatego przydatność do zbioru każdej z nich przed zerwaniem należało najpierw ocenić. Paprykę zrywaliśmy do wózków 150-cio kilogramowych sterowanych elektronicznie, których nie trzeba było pchać, bo jechały same. Gdy zrywaliśmy pełny wózek, to musieliśmy nim wyjechać i skierować go na specjalną szynę prowadzącą do sortowni, uprzednio wbijając w komputerek dane wózka i „rajki’.

 

 

Gdy wózek trafił na sortownię, zostawał unoszony przez specjalne urządzenie i cała papryka została wysypana na taśmę, z której trafiała do maszyny sortującej ją według klas. Po sortowaniu papryka trafiała do paczek, gdzie została jeszcze sprawdzona wizualnie, a czasem sortowało się ją do „kulbaków”, czyli niebieskich skrzynek. Wyjeżdżającym na praktykę w bieżącym roku szkolnym koleżankom i kolegom życzymy przyjemnej pracy i miłych wrażeń.

                                                                                                    Adam i Kamil

 

 

 


 

  Praktyka w FWP "Delfin" w Krynicy Morskiej-rok 2009

 


W dniach od 28.06 do 25.07 2009r odbyłyśmy praktykę zawodową w składzie: Marta Machura, Monika Fic, Beata Dudek, Marta Rakowska w FWP "Delfin" w Krynicy Morskiej. Pracowałyśmy co drugi dzień po dwie osoby od 7.00 do 19.00. Byłyśmy bardzo zadowolone, ponieważ mogłyśmy zdobyć doświadczenie jako pomoc kuchenna, kelnerska oraz pokojowa.

 


W wolnym czasie zwiedzałyśmy okolice, spacerowałyśmy po plaży i podziwiałyśmy piękne tamtejsze krajobrazy. Po raz pierwszy miałyśmy przyjemność podziwiać widoki z latarni morskiej na Zalew Wiślany oraz Morze Bałtyckie. Dużą atrakcją było oglądanie z mola Zalewu Wiślanego a także zachodu słońca. Niestety pogoda nie zawsze nam dopisowała. Warto tez zaznaczyć, ze dostałyśmy propozycje dalszej pracy. Wspomnienia na zawsze pozostaną w  naszej pamięci. 

 

Zobacz zdjęcia


 

Moja praktyka w Holandii-rok 2009

 

 

Trzeciego maja 2009 roku  o godzinie 830 wyjechaliśmy z Dębicy autokarem, który miał nas zawieść do holenderskiej miejscowości Venlo. Około godziny 500 byliśmy już na miejscu, skąd zostaliśmy odebrani przez Panią Paulinę i zawiezieni do hotelu, w  którym mieszkaliśmy do końca pobytu w Holandii. W poniedziałek  pojechaliśmy z Panią Pauliną do biura Sun-power i podpisaliśmy umowy o pracę z firmą FLEUREN. Gdy sprawy formalne były już załatwione, zawieziono nas na pole, gdzie czekali już na nas wcześniej poznani koledzy. 

 

 

 

     Na początku pracowaliśmy z Markiem (Holendrem), który pokazał nam,  jak oczyszczać  drzewka z gałązek. Początki nie były łatwe, ale z czasem wykonywaliśmy swoją pracę coraz sprawniej. Niestety zakres prac poszerzał się, np. przypinaliśmy drzewka do palików, sadziliśmy drzewka, które nie zostały sprzedane poprzedniego roku (to zajęcie było najbardziej męczące w połączeniu z palącym słońcem), ponadto wbijaliśmy paliki przy drzewkach. Wolny czas spędzaliśmy grając w piłkę nożną lub siatkówkę czy tez  na konsoli, równie dobrze można było pojechać gdzieś rowerem i pozwiedzać okolice. W ciągu naszego pobytu Sun-power  zorganizował dwie wycieczki, których koszt sam pokrył. I tak mijał tydzień za tygodniem, aż po 12 tygodniach doczekaliśmy się upragnionego końca praktyki zawodowej. Pożegnaliśmy się  z całą ekipą zapoznanych tam przyjaciół i wróciliśmy szczęśliwi do Polski.

 

Mateusz Micek – IV TA

 


    KRYNICA MORSKA 2009

 

Dnia 30 maja o godz. 7.00 wyjechałyśmy na 4-tygodniową praktykę do Krynicy Morskiej. Na miejsce dotarłyśmy ok. godz. 19.00. W następnym dniu z Eweliną poszłyśmy do pracy - ja w tym dniu byłam na kuchni, a Ewelina na obsłudze. Na zmianie pracowałyśmy po dwie osoby co drugi dzień. Pracę jako kelnerki rozpoczynałyśmy od godziny 7:00, a w kuchni o godzinie 6:00. Dzień roboczy trwał 13 godzin. W wolnych chwilach chodziłyśmy na plażę i odpoczywałyśmy po ciężkim dniu. Podczas praktyki zdobyłyśmy doświadczenie i nabyłyśmy nowe umiejętności.

 

                                                                  Agnieszka, Kamila, Ewelina, Kinga

 

 

 

 


 

Wspomnienia z praktyki w Anglii 2008 r.

 

 

Wyjechaliśmy 8 maja 2008r o godz. 900 z Tarnowa do Londynu. Podróż trwała 30 godzin. Z Londynu jechaliśmy 80 min pociągiem do Faversham, skąd odebrał nas kierowca i busem przewiózł na farmę Sandbanks. Nastąpiło rozkwaterowanie – zamieszkaliśmy po 4 w trzech karawanach. Wyposażenie karawany, to meble, lodówka, pralka (pranie za pieniądze), po miesiącu garnki, talerze, natomiast nie ma tam bieżącej wody i trzeba nosić z węzła sanitarnego. Po trzech dniach pobytu, w trakcie których odnaleźliśmy sklep Tesco (pierwszy raz szliśmy 15 km w jedną stronę) odbyło się szkolenie w języku angielskim i częściowo bułgarskim na temat warunków i przebiegu pracy oraz bhp, a w następnym dniu rozpoczęliśmy pracę od obrywania kwiatków z truskawek na polu. Praca ta trwała przez dwa tygodnie.

 

 

Pracowaliśmy również przy ścieleniu słomy w międzyrzędziach truskawek na polu, woziliśmy skrzynki, rozciągaliśmy sznurki wzdłuż rzędów malin, podwijaliśmy folię na bokach tunelów        z truskawkami (praca w ramach nadgodzin). Od połowy czerwca rozpoczął się zbiór truskawek i trwał do końca pobytu. Czasami po zebraniu truskawek z danego pola wyrywaliśmy chwasty. Pracowaliśmy od 550 do 1500 z dwoma przerwami: 15-sto i 30-sto minutową. Największe problemy, to: oddalone prysznice (nawet o 200 m, a na polu zimno), daleka droga do sklepu (około 5 km do Tesco – później znaleźliśmy krótszą drogę niż na początku), zimno w karawanach w maju, bo nie mieliśmy na początku ogrzewania oraz dotkliwy ból kręgosłupa od pracy w pozycji pochyłej.

 

 

         Wyżywienie stanowiły głównie konserwy z Polski, czekolada, zupki chińskie, makaron, niezbyt dobry chleb ze sklepu. Z językiem było różnie – używaliśmy angielskiego, czasami niemieckiego a najczęściej polskiego, gdyż było nas na początku 12, a na koniec 7, ale między sobą rozmawialiśmy w najbardziej nam znanym języku. Trudno powiedzieć, czy polecamy taką praktykę młodszym klasom – początki były bardzo ciężkie, pieniądze przywiezione z domu topniały szybko, zapasy żywności też, a pracy przez pierwszy tydzień było mało, później pojawiły się kłopoty z okradaniem nas przez Bułgarów z zebranych truskawek, było bardzo zimno i wilgotno, daleko do sklepu.

 

Plusy, to podreperowanie osobistej kasy, wyrobienie odporności psychicznej i fizycznej, umiejętność radzenia sobie w trudnych sytuacjach, pokonanie barier w posługiwaniu się obcym językiem. Gdybyśmy mieli jechać jeszcze raz, to raczej na inną farmę niż ta, na której byliśmy i być może w grupach 2 – 4 osobowych, aby była konieczność stałego używania języka angielskiego.

Klasa IV Techn. Mech. Roln.

                                                       Andrzej, Marek, Łukasz, Andrzej, Przemek, Leszek, Wojtek


Wspomnienia z praktyki w Szwajcarii

Praktykę zawodową w Szwajcarii w miejscowości Rothlachen odbywałem przez cztery miesiące – od 1 maja do końca sierpnia. Gospodarstwo, do którego trafiłem, było bardzo duże – jego powierzchnia to 120 ha łąk i 130 ha lasu. W gospodarstwie, na którym pracowałem było 250 sztuk trzody chlewnej, 200 krów, 3 konie i duża ilość młodych cieląt.

         Swoją pracę zaczynałem o godzinie 600 a kończyłem o 1830 z godzinną przerwą na obiad. Wstawałem o 600 rano i szedłem do obory zadać krowom siano. Następnie szedłem do domu na śniadanie. Po śniadaniu zaczynałem prace przy trzodzie chlewnej, która polegała na zasypywaniu paszy i usuwaniu obornika w sposób tradycyjny oraz wywożeniu go na taczkach na gnojownię. Praca ta była bardzo ciężka. Przez resztę dnia pracowałem w lesie przy ścinaniu i paleniu gałęzi.

Często zdarzała mi się praca przy wyrywaniu chwastów z łąk ręcznie, gdyż gospodarstwo, w którym pracowałem było ekologiczne i nie można było stosować środków chwastobójczych. Około godziny 1700 kończyłem prace polowe lub leśne i udawałem się do obory zadać krowom siano, a do chlewni zasypać paszę świniom. Poczym kończyłem swoją całodzienną pracę       i udawałem się na kolację.

         Miejscowość była bardzo oddalona od miasta, co powodowało trudny kontakt z rodziną. Co dwa tygodnie szefostwo (Hans i Jaklina Spahni) zabierali mnie do miasta, abym mógł zadzwonić do domu i zrobić potrzebne zakupy. Swoją praktykę w Szwajcarii wspominam dobrze pomimo tego, że było bardzo ciężko.

Łukasik Grzegorz – IV TM

Wyjechałem z innymi uczniami 1 maja 2008 autobusem z Tarnowa na praktykę do Szwajcarii na 4 miesiące. Wysiedliśmy w Zurychu, skąd pojechałem sam pociągiem do Rubikonu. Ze stacji kolejowej odebrał mnie syn gospodyni i zawiózł na miejsce praktyki. Był to „hotel dla koni” – okoliczni właściciele przechowywali tam swoje rasowe konie, a w wolnym czasie przyjeżdżali  w celu przejażdżek i doglądania. Gospodyni prowadziła też szkółkę jeździecką.

Po przyjeździe zostałem oprowadzony po całym gospodarstwie – pokazano mi dom, stajnie i pomieszczenia gospodarcze oraz zostałem zakwaterowany w moim pokoju. Kolację zjadłem     z pracującym tam robotnikiem. Wyżywienie było dobre – śniadania i obiady przygotowywała szefowa, a kolacje robiliśmy sami z gotowych produktów dostarczanych przez gospodynię.

         Do moich stałych obowiązków należało wyrzucanie z boksów dla koni mokrej słomy i obornika, zadawanie paszy, zamiatanie stajni rano i po południu. Ponadto dorywczo wyprowadzałem konie na pastwisko, kosiłem trawę dookoła stajni, sprzątałem pomieszczenia przeznaczone do przechowywania i mycia sprzętu do jazdy konnej, czyściłem fontannę znajdującą się przed stajnią, pracowałem przy sianie, układałem bele ze słomy, naprawiałem różny sprzęt, przycinałem żywopłot, czyściłem poidła dla koni w boksach, myłem okna w stajni i omiatałem pajęczyny itp.

         Pracowałem przez 7 dni w tygodniu z tym, że miałem wolne w niedziele 4 godziny – od 12-tej do wieczornych obrządków. Po pracy lub w niedziele jeździłem rowerem po okolicy oraz odwiedzałem kolegę z klasy Wnęka Krzyśka, do którego miałem 7 km.

         Z językiem obcym było różnie – na początku nic nie rozumiałem i największe zastosowanie miał „język migowy”, w połowie pobytu rozumiałem z grubsza co się do mnie mówi, a na koniec rozumiałem wszystko i częściowo używałem sam niemieckiego dialektu. Stwierdzam, że praktyka bardzo mi się podobała, jestem zadowolony z jej przebiegu, dużo się nauczyłem      i podreperowałem własny budżet.

Jędrzejczyk Paweł z IV TŻ i GD


 

Praktyka nad morzem – 2008

 

Dnia 14 czerwca 2008r wraz ze swoja grupą – Tomaszem Salamonem, Kamilem Gmiterkiem i Rafałem Światkiem – wyjechaliśmy na praktykę zawodową do Domu Wczasowego „Jubilat” w Jastrzębiej Górze. W pierwszym dniu naszego pobytu moi koledzy mieli wolne, a ja rozpoczęłam pracę jako kelnerka. Na tym stanowisku pracowaliśmy po 13 godzin w cyklu 1 dzień pracy – 1 dzień wolny, chyba że byliśmy przydzieleni do pomocy na pawilonach mieszkalnych i pracowaliśmy w charakterze pokojowych, wtedy prace kończyliśmy po ośmiu godzinach.

 

 

            Do obowiązków kelnera należało nakrycie do śniadania, sprzątnięcie stołówki, nakrycie do obiadu, uprzątnięcie naczyń i nakrycie do kolacji. Dla ułatwienia pracy kolegom nakrywaliśmy również do śniadania dnia następnego, gdyż przy dużej ilości wczasowiczów brakowało czasu. Kelner musiał zadbać również o czystość szklanek, które były myte ręcznie po każdym posiłku.

            Oprócz kelnerstwa i pracy na pokojach pracowaliśmy w kuchni jako pomoc kuchenna. Praca polegała na przygotowaniu porcji żywieniowych, obsługiwaniu urządzeń myjących (zmywarka), obierających (obierak), krojących (krajalnica), w kuchni były tez kotły warzelne, wilk, piekarniki, kuchenki oraz podgrzewacze elektryczne.

            Wyjazd ten umożliwił nam zwiedzenie Jastrzębiej Góry oraz okolicznych miejscowości, a to: latarni morskiej w Rozewiu, mola w Sopocie, Półwyspu Helskiego oraz portu we Władysławowie, Pucku i Sopocie.

            Miła atmosfera sprzyjała nabywaniu zawodowej wiedzy i praktyki. Pobyt nad morzem pozwolił nam jednocześnie wypocząć oraz nauczyć się wielu elementów gastronomicznego fachu. Z pewnością dla wielu osób była to szkoła życia świetnie przygotowująca do startu w dorosłe życie. Wiele niezapomnianych chwil na długo zostanie w naszej pamięci i będziemy je miło wspominać.

Natalia Baranowska – klasa IV

Technikum Żywienia i Gospodarstwa Domowego

 

 

 


 

Wspomnienia z praktyki wakacyjnej

Technik Żywienia i Gospodarstwa Domowego- klasa III

2008 rok

 

 

 

 

 

Praktykę zawodową w Krynicy Morskiej odbyłyśmy na przełomie lipca i sierpnia br. Pracę jako kelnerki rozpoczynałyśmy od godziny 7. 00 a w kuchni o godzinie 6.00. Pracowałyśmy co drugi dzień a w dzień wolny pomagałyśmy sobie wzajemnie. Wolny czas spędzałyśmy na plaży oraz zwiedzając wiele ciekawych miejsc w Krynicy. Dla gości hotelowych organizowano ogniska na których obsługiwałyśmy gości. Podczas takich spotkań można było poznać wielu ciekawych ludzi. Po pracy miałyśmy czas na rozrywkę.

 

Daria Zbylut, Dominika Jedziniak, Katarzyna Bysiewicz, Agnieszka Ziobrowska

 

Moja praktyka w Szwajcarii rozpoczęła się 2. maja. Kiedy dotarłem już do gospodarza nie wiedziałem co mam robić, nie rozumiałem praktycznie nic co do mnie mówiono ale z czasem było coraz lepiej. Najlepszą pracą jaką tam wykonywałem było sprzedawanie na targu warzyw i owoców zebranych przez siebie. Dzięki tej pracy poznałem wielu ludzi oraz nauczyłem się języka. Z kolei najgorszą pracą było zbieranie truskawek ale nie pracowałem przy tym sam. Mieszkałem wraz z praktykantem z Jarosławia z którym razem mieszkałem , pracowałem przy zbiorach, przy montowaniu różnego rodzaju siatek na ptaki i na grad. Praktykę wspominam mile poza tym, że za granicą szczególnie dotkliwie tęskni się za domem.

 

Piotr Winiarski

 

Dnia 1maja wyjechałam na praktykę do Szwajcarii na okres czterech miesięcy, do gospodarstwa agroturystycznego. Na pracę nie narzekam, nie było ciężko a rodzina u której mieszkałam była miła, jednak trafiały się też dni gorsze. Bardzo miło wspominam grupy dzieci, które przyjeżdżały do nas na wakacje.

Pracą moją była także opieka nad zwierzętami: 32 kozy, 1 kucyk, 1 osioł,3 króliki,, 4 kury, 1 kot. Karmiłam te zwierzęta czasami przy pomocy właśnie odpoczywających tam dzieci. Gospodarze mieli 12,5 ha łąk na których pracowałam i 2 ha lasu- gdzie był plac zabaw dla dzieci tzw. „Kinder wald”. Podczas praktyki poznałam wielu Polaków dzięki którym mogłam zwiedzić Szwajcarię. Moi pracodawcy nie zabierali mnie na wycieczki krajoznawcze- liczyła się tylko praca. Pomimo, iż nie było ciężko, do tej samej rodziny nie pojechałabym już.

 

Ewelina Gawlik

 

Dnia 17 maja o godz. 7.00 wyjechałyśmy na 4-tygodniową praktykę do Krynicy Morskiej. Na miejsce dotarłyśmy ok. godz. 19.00. Następny dzień miałyśmy wolny więc spędziłyśmy go na zwiedzaniu okolicy. Podczas pierwszych dwóch tygodni praktyki zawodowej pracowałyśmy przy sprzątaniu pokoi gości- przez 8 godzin dziennie. Kolejne dwa tygodnie pracowałyśmy pomagając w kuchni oraz jako kelnerki. Na zmianie byłyśmy po dwie osoby co drugi dzień. Dzień roboczy trwał 13 godzin. W wolnych chwilach chodziłyśmy na plażę i odpoczywałyśmy po ciężkim dniu. Bardzo zżyłyśmy się z personelem i wyjeżdżając było nam smutno wracać do domu. Podczas praktyki zdobyłyśmy doświadczenie i nabyłyśmy nowe umiejętności. Bardzo miło wspominamy tamte chwile i jednocześnie żałujemy, że ten czas minął tak szybko.

 

Ania, Asia, Wirginia, Róża

 Swoją praktykę odbyłem w Szwajcarii od 2. maja do 20. sierpnia. Pracowałem przy sadzeniu warzyw oraz ich zbiorze na gospodarstwie liczącym 60 ha pola uprawnego. Praca nie była zbyt ciężka  jednak czasem czułem zmęczenie bo nie było łatwo. Dużo zwiedzałem, poznałem wielu ludzi i nowe miejsca. Jedną z wad było szwajcarskie wyżywienie- codziennie na śniadanie i kolację dżem a i obiad niezbyt dobry. Ogólnie jednak jestem zadowolony z tej praktyki ponieważ mogłem doświadczyć czegoś nowego w moim życiu.

Rafał Czekaj

 

 


 

Wspomnienia z wakacyjnej praktyki zawodowej

Technikum Żywienia i Gospodarstwa Domowego

Klasa IV - rok 2007

                                             

             Dzięki mojej miesięcznej praktyce w DW „Delfin” w Krynicy Morskiej zdobyłam duże doświadczenie w zakresie żywienia i obsługi konsumentów. Miałam do czynienia z urządzeniami wcześniej mi zupełnie obcymi. Miłe i uprzejme kierownictwo rozwiało mój strach , który towarzyszył mi już w pierwszym dniu przyjazdu. Wszędzie emanowała familijna atmosfera. Poznałam wspaniałych ludzi którzy zawsze gotowi  byli  mi służyć pomocą i wsparciem. Troskliwie się mną opiekowali nawet gdy miałam dzień wolny od pracy. Po za ciężką pracą miałam również czas na odpoczynek. Słoneczna pogoda pozwoliła mi na zmianę mojego koloru skóry. Wieczory w Krynicy obfitowały w różnego rodzaju dancingi i karaoke. Kochanym kucharkom  zawdzięczam parę dodatkowych kilogramów. Wspomnienia te na zawsze pozostaną w mojej pamięci.

Paulina Zielińska               

 

 

23 czerwca odbyliśmy praktyki zawodowe  nad morzem w ośrodku wypoczynkowym FWP Travel Jastrzębia Góra .Jesteśmy z tych praktyk bardzo zadowoleni ponieważ personel tego ośrodka był dla nas miły i życzliwy. Nasza praca polegała na kelnerowaniu, przygotowywaniu produktów do sporządzania potraw, sprzątaniu kuchni i pokojów wczasowiczów .Pracowaliśmy również na recepcji oraz przy przenoszeniu towarów. Prace zaczynaliśmy od godz. 7.00 i pracowaliśmy do  20.00. Czynności, które wykonywaliśmy nie były ciężkie ale wymagały staranności i dokładności. Pracowaliśmy po trzy dni a czwarty dzień był wolny jednak różnie to bywało i zależało od ilości wczasowiczów. Wolne chwile spędzaliśmy na plaży  i na zwiedzaniu Jastrzębiej Góry

Piotr Kurek

Praktykę zawodowa odbyłam w Szwajcarii u rodziny Pelur. Moja miejscowość w której pracowałam i mieszkałam położona była nad samym Jeziorem Bodeńskim. Wyjechałam 1 maja 2007 z Tarnowa wraz z koleżankami z klasy oraz innymi uczniami z grupy tarnowskiej. W Szwajcarii przebywałam 3 miesiące. Po odebraniu ze stacji szefowie pokazali mi mieszkanie. Pracowało ze mną dwoje Polaków. Przez cały pobyt pracowałam głównie przy warzywach takich jak: seler, por, buraczki ćwikłowe i pracę tą zaczynałam od godziny 6.00 do 17.00.A na samym początku zbierałam truskawki. Podczas zbioru truskawek pracowałam od godziny 4.30 do 16.00 z godzinną przerwą na obiad. Pod koniec pracowałam przy na kombajnie do ziemniaków. Sobotę popołudniu i całą niedzielę miałam wolną.

Ten wyjazd wiele mnie nauczył, mam miłe wspomnienia, nawiązałam wiele nowych znajomości. Mimo, że nie zawsze było dobrze z chęcią pojechałabym jeszcze raz. Życzę wam abyście mogli wyjechać na taką praktykę.

Monika

 Na praktyce zawodowej w Krynicy Morskiej dzień pracy rozpoczynał się o godzinie 6.30, a kończył około godziny 19.00. Nasza grupa liczyła trzy osoby, więc jedna osoba pracowała na kuchni, druga na kelnerstwie, a trzecia miała wolne. W każdym dniu następowała zmiana stanowisk pracy praktykantów. Podczas wolnego dnia można było chodzić na plażę, zwiedzać zabytki i podziwiać piękne krajobrazy. Były także organizowane wycieczki (do Fromborka, Malborka, Piasków). Podczas naszego pobytu odbyły się dwie imprezy integracyjne. Dzięki miłym i wyrozumiałym pracownikom mogłyśmy się wiele nauczyć i milo spędzić czas.

 

                                                                                                          Kinga Samborska

 

 

Dnia 01.05.2007 roku z dworca PKS w Tarnowie wraz z sześcioma koleżankami  z klasy wyjechałam na czteromiesięczną praktykę zawodową do Szwajcarii. Kilka dni wcześniej otrzymałam opis gospodarstwa, po zapoznaniu się z nim byłam przerażona, okazało się ze mój szef miał: 60 krów mlecznych, 12 ha łąk, 7 ha pola uprawnego, oraz 2 ha chmielu (sprowadzonego z Polski) i 2,5 ha kartofli.

 

Długa droga minęła bardzo szybko, na stacji kolejowej w Zurychu byliśmy bardzo wcześnie rano, około godziny 8 przyszła do nas pewna Pani która wręczyła nam bilety na pociąg i wskazała miejsce, w którym mogliśmy sprawdzić peron z którego odjeżdżał. Po uzyskaniu wszystkich informacji, niektórzy udali się na zwiedzanie Zurychu a inni zostali na Banhofie i oczekiwali na pociągi, które mieliśmy  w godzinach 13.00-14.00. Z miasta wyjechałam o 13.15, na stacji w Oensingen czekała już na mnie Manuela, dziewczyna z którą pracowałam.

 

Po dotarciu na miejsce (Wolfwil – moja miejscowość) pokazała mi mój pokój, wieczorem przy kolacji poznałam całą rodzinę Acermanów. Następnego dnia rozpoczęłam prace, wcześniej Pani Regina pokazała mi jakie są moje obowiązki. Moimi zadaniami okazało się rozlewanie mleka, robienie litrowych kartonów, sprzątanie domu oraz restauracji. Od poniedziałku do piątku pracowałam w godzinach 6.45-12.30 i 14.00-18.00, a w soboty od 6.45-12.00 (sobotnie popołudnie i niedziele miałam wolne). Niestety rodzina, która przyjęła mnie na praktykę okazała się niezbyt uprzejma, ponieważ przez te cztery miesiące nie zabrali mnie na żadną wycieczkę po Szwajcarii. Mimo to zobaczyłam dużo zakątków tego państwa, oraz wspaniałe miejsce w Niemczech, Europa Park, dzięki Karolowi, Polakowi, którego tam poznałam. Również dzięki niemu odwiedziłam kilka koleżanek z klasy. I tak minęły te cztery miesiące praktyki w Swiss.

 

 

 Uważam że wyjazd ten był bardzo dobrym pomysłem. Dał mi on bardzo dużo, opanowałam dobrze język ( którego tak wcześniej nie lubiłam), poznałam wielu miłych ludzi nie tylko Polaków, ale również Szwajcarów, Ukraińców, Czechów. Zobaczyłam cudowne zakątki Swiss. Najdłużej w mojej pamięci zostanie obraz Alp oświetlanych przez czerwono zachodzące słońce. Bardzo dziękuję szkole a zwłaszcza Pani Kierownik Szkolenia Praktycznego, że dała mi możliwość tego wyjazdu, którego nie żałuję. Dziewczyny i chłopaki z III TŻ i III TM jeśli tego roku również będziecie mieć możliwość wyjazdu, nie wahajcie się, jedźcie naprawdę warto.

Katarzyna

Uczennica IV TŻ i GD.

 

 Praktykę zawodową  odbyliśmy w Jastrzębiej Górze w dniach od 21.07.2007-19.08.2007 Miło wspominamy nasz pobyt, prace, ludzi którymi się otaczaliśmy oraz miłą atmosferę. Pracowaliśmy jako kelnerzy, pomoc kuchenna, pomagaliśmy w sprzątaniu, przenoszeniu towarów, w recepcji. Wolny czas spędzaliśmy na zwiedzaniu okolicy i wylegiwaniu się na plaży (ale pogoda nie zawsze dopisywała). Niestety co dobre szybko się kończy.

                                                                 Adam Węgrzyn, Kinga Smołucha, Justyna Wadas, Robert Czyżowski


            Wspomnienia z praktyki w Szwajcarii – 2007r

Mam na imię Michał i odbywałem swoją letnią praktykę w Szwajcarii, przez 4 miesiące – od maja do końca sierpnia. Był to mój pierwszy wyjazd na tak długi czas, który jednak bardzo szybko minął i jak nadszedł czas powrotu, to nie chciało mi się wracać.

            Pracowałem w Pensjonacie dla koni. Praca była bardzo przyjemna, choć na początku było ciężko, to można było się przyzwyczaić.

W stajni, w której miałem przyjemność pracować, były 24 konie, przy czym ja miałem „na głowie” 12 koni i Polak, który ze mną pracował, miał również 12 koni. Wstawałem o godzinie 515 i pracowałem do godziny 18-tej. Zaczynaliśmy od zadawania paszy, później „ubieraliśmy” konie i wyganialiśmy je na łąki. O 700 szliśmy na śniadanie przygotowywane przez szefową. Po wypuszczeniu koni wyrzucaliśmy obornik z boksów i ścieliliśmy świeżą słomą, co trwało do godziny 930- 945. Do stałych punktów dnia należało rozkładanie obornika i polewanie go co drugi dzień oraz zamiatanie wybiegów.

 

O godz. 1120 zadawaliśmy paszę i zganialiśmy konie. O 1215 był obiad i przerwa do godz. 1315. Po przerwie znów wyrzucaliśmy obornik z boksów i sprzątaliśmy stajnie, o godz. 1630 zadawaliśmy paszę, czyściliśmy boksy i dawaliśmy silage na noc, a w międzyczasie zbieraliśmy końskie odchody z łąk, przycinaliśmy trawę w obejściu i różne inne czynności porządkowe. Były dni, kiedy pracowaliśmy do późnej nocy, ale za to szefowa na drugi dzień pozwoliła odpocząć.

 Po skończonej pracy szliśmy na kolację, którą przygotowywaliśmy sami, a po kolacji rozmawialiśmy, dopóki  nam się nie znudziło. Pracowaliśmy też w niedziele do południa i wieczorem od 1630 do 1800.

 

Właściciele koni byli bardzo mili i przyjęli mnie bardzo ciepło. Zdarzały się wypady do barów, na basen czy do wesołego miasteczka, a jak się porozmawiało z właścicielem konia, to można było nawet na nim pojeździć.

Dzięki tej praktyce poduczyłem się języka, poznałem trochę Szwajcarię, zdobyłem nowe doświadczenia, umiejętności i zachęcam każdego do wyjazdu na praktykę do Szwajcarii. Kraj jest piękny, górzysty, sery pyszne, chociaż śmierdzą.

 Michał Strojek z IV TM

Wspomnienia z praktyki w Niemczech – 2007 r 

 

 

            Praktykę zawodową w Niemczech rozpocząłem 20 czerwca 2007 roku u państwa Zimmermanów w Micheldorfie. Gospodarstwo rolne było przystosowane do chowu bydła mlecznego – było około 60 sztuk krów dojnych i 90 jałówek i młodych cieląt. Gospodarstwo było średniej wielkości jak na warunki niemieckie, posiadało 90 ha, które były rozrzucone nawet do 8 km od miejsca zamieszkania i było całkowicie zmechanizowane, tylko nieliczne prace wykonywało się ręcznie.

Oprócz prac polowych i pomocy w oborze często jeździłem na wycinkę drzew z szefem (Horst Zimmerman) do jego prywatnego lasu o pow. około 3 ha. Większa część ściętych drzew była składowana i wystawiana na sprzedaż. Pracę zaczynałem zwykle o godzinie 640, a kończyłem o 19-tej, lecz czasami zdarzało się, że podczas żniw pracowałem do 22-23, a w wyjątkowych sytuacjach musieliśmy wstawać np. o 24 czy 3 rano do odebrania porodu. Praktykę zakończyłem 21.09.2007 roku.                       Otrzymywałem regularne posiłki, a w godzinach między 16 a 17 miałem przerwę na kawę. Czas wolny (niedziela) spędzałem w domu lub za pozwoleniem Horsta jeździłem do innych praktykantów. Miałem również zapewniony dobry kontakt z rodziną i dostęp do Internetu, dzięki czemu mogłem kontaktować się również z moimi przyjaciółmi.

 Jednym słowem rodzina była sympatyczna i towarzyska, często jeździłem z nimi na różnego rodzaju festyny, zabawy, kilka razy byliśmy na basenie oraz zwiedzaliśmy zabytkowe budowle. Ogólnie pobyt oceniam jako dobry i dość przyjemny i na pewno będę go miło wspominać.

                                                                                                           Marcin Nowicki z IV TM

 Dzień zaczynał się od 6 rano, szedłem do obory dać krowom jeść – kiszonkę z kukurydzy i trawy lekko posypana paszą. Następnie szedłem do domu na śniadanie, a po śniadaniu znów do pracy. Przeważnie to było prace warsztatowe: cos pospawać, naprawić itp. Podczas żniw jeździłem kombajnem jako kombajnista – nie wszystkie zboża, ale około połowy skosiłem ja, czasami brałem ciągnik i woziłem zboże, a niekiedy nawet młóciłem kombajnem u są siada. Prac polowych nie było dużo, ale jak pojechałem siać gorczycę, to siałem około 4 godzin – z przodu ciągnika na TUZ miałem założoną bronę talerzową o szerokości 3., a z tyłu wał obrotowy kruszący z siewnikiem.

Przeważnie o 16 była przerwa na kawę i później szedłem do obory zadać krowom paszę a następnie doiłem krowy dojarką; zawsze były dwie osoby, żeby sprawniej szła robota. Po jednej stronie było 6 krów i po drugiej 6, czyli doiliśmy 12 krów naraz i tak cztery razy, później trzeba było umyć dojarnię, wyłączyć urządzenia i udać się na kolację – ja przeważnie jadłem o 20, dlatego wcześniej jeszcze się kąpałem. Bardzo mi się tam podobało, jedzenie było dobre, a praca niezbyt ciężka, tylko trzeba było dużo chodzić. Podsumowując tą praktykę mogę powiedzieć, że było spoko i się zastanawiam, czy nie jechać tam, jak skończę szkołę.

                                                                                               Tomasz Wilisowski z IV TM

Praktykę zawodową rozpocząłem 21.06.2007r. Gospodarstwo, w którym pracowałem, było dosyć duże – miało 200 ha pola i 2000 sztuk trzody chlewnej. Zbożem było obsiane około 100 ha, a reszta kukurydzą przeznaczoną na kiszonkę. Gospodarstwo, w którym odbywałem praktykę, zajmowało się również produkcją biogazu.             Pracę rozpoczynałem około godz. 7 – wcześniej było śniadanie. Prac ręcznych wykonywałem bardzo mało, głównie pracowałem na ciągnikach. Około godz. 12-tej był obiad, po obiedzie 1 godz. przerwy,  a około 16 znów przerwa na kawę. Pracę kończyłem między 17 a 19-tą, a jeśli praca była pilna, np. żniwa, nawet po północy.

 Jedzenie było bardzo dobre, napojów pod dostatkiem. Jestem bardzo zadowolony z odbytej praktyki, którą skończyłem 27.09.1007r

                                                                                               Mariusz Kloczkowski z IV TM

 

                                                                                                         


 

Wspomnienia z praktyki wakacyjnej w Niemczech – 2006 rok.

 

Dwudziestego pierwszego czerwca wspólnie z innymi uczniami naszej szkoły (Karoliną, Marcinem, Andrzejem, Krzyśkiem, drugim Marcinem i Piotrem) oraz uczniami z Nowosielc wyjechałam z Jasła na 3-miesięczną praktykę zawodową do Niemiec. Po przyjeździe na miejsce spytaliśmy o drogę przechodnia, który później okazał się niemieckim kierownikiem praktyk. Razem z nim udaliśmy się do szkoły, gdzie czekali już na nas gospodarze, u których mieliśmy pracować. Po pożegnaniu się z kolegami pojechaliśmy każdy do swojego miejsca pracy.

Moim opiekunem została Pani Hermina Redel. Po przyjeździe do domu gospodarze pokazali mi całe gospodarstwo, którym później się zajmowałam. Wieczorem na wspólnej kolacji poznałam resztę członków rodziny, którzy bardzo mile mnie przyjęli.     

 

 

 

Pracę następnego dnia rozpoczęłam od godz.7.00. Głównym moim obowiązkiem było dbanie o pensjonat agroturystyczny, który co tydzień miałam sprzątać i przygotowywać mieszkania dla nowych gości. Oprócz tego zajmowałam się pracami domowymi, tj. praniem, gotowaniem, dbaniem o ogród, pielęgnacją kwiatów. Bardzo dużo też malowałam, gdyż dom, w którym mieszkałam, był po remoncie. W czasie żniw pomagałam przy zbiorze słomy, a później przy wykopkach. Jednak prace, które wykonywałam, nie należały do ciężkich.

 

 

W czasie wolnym od zajęć domowych mogłam chodzić na basen, opalać się, oglądać telewizję. W weekendy gospodarze zabierali mnie na wycieczki krajoznawcze, dzięki którym mogłam dużo zwiedzić. W drugim miesiącu mojego pobytu, tj. 21 sierpnia odbyło się spotkanie wszystkich praktykantów, na którym mieliśmy okazję porozmawiać i podzielić się przeżyciami związanymi z naszym pobytem w Niemczech. Rodzina, u której odbywałam moją praktykę, traktowała mnie jak członka rodziny, dlatego dzięki ich gościnności czułam się bardzo dobrze, a czas spędzony we wspólnym gronie płynął mi nieubłaganie szybko.

 

Życzę uczniom obecnej III klasy, aby ich praktyka zawodowa była mile i pożytecznie spędzonym czasem i pozostawiła w pamięci piękne wspomnienia.

 

                                                                                                          Ela z klasy IV TŻiGD

 

 


Wspomnienia z praktyki wakacyjnej w Szwajcarii.

(rok 2006).

 

 

 

Od 1 maja odbywałem praktykę zawodową w Szwajcarii. Pracę rozpoczynałem od 6 rano, zadając paszę dla 25 krów, 40 jałówek i 8 kóz  .Śniadanie jadłem o 8 rano  jedzenia było mało, potrawy lekkostrawne i nie wystarczające przy ciężkiej  pracy. Po śniadaniu kosiłem trawę kosą w miejscach niedostępnych do mechanicznego zbioru, a gdy padał  deszcz, karczowałem pastwiska zarastające samosiewami drzew i krzewów .Do moich obowiązków należało również usuwanie obornika spod bydła. O godz. 12 jedliśmy obiad ( znów dość skąpy ) , a po  obiedzie zwoziliśmy siano i trawę do 3 silosów .Praca była ciężka, pracowałem w dni robocze  z sobotą włącznie  oraz część  każdej niedzieli .Ponieważ okolica była piękna  wolną cześć niedzieli spędzałem na wyprawach w góry. Z pobytu w Szwajcarii mam mieszane uczucia nie było całkiem źle , ale mogło być lepiej.

                                                                                                           

                                                                                                       Marcin  Czerkies

 

 

 

 

    Tegoroczną praktykę zawodową  odbyłam w Szwajcarii. Jestem z niej bardzo zadowolona . Moja praca polegała na zrywaniu wszelkiego rodzaju owoców  i warzyw.  Które później były sprzedawane we własnym rodzinnym sklepie. Prace zaczynałam od godz. 6. 00 i pracowałam do 18.00. w tym 1 godzina przerwy. Mój czas wolny to 1 dzień wolny w niedzielę  .Chociaż czasami było naprawdę ciężko , zdobyłam nowe doświadczenia, które być może przydadzą się w życiu. Życzę każdemu , kto miałby miał taką szanse ,aby z niej skorzystał.

 

                                                                                                                      Paulina Foryś

 

 

 

 

Tegoroczne wakacje  spędziłam na zagranicznej praktyce w Szwajcarii, z czego jestem bardzo zadowolona ,a jeszcze bardziej z tego ,że z pośród tylu  chętnych osób udało mnie się właśnie wyjechać . Moja praca  polegała na opiece nad  trojką małych  dzieciaków  , pomocą w  ogródku i pracach domowych. Swoja praktykę wspominam bardzo miło ,ponieważ rodzina do której trafiłam była bardzo dla mnie miła i życzliwa , zabierali mnie wszędzie ze sobą ,abym mogła zwiedzić i poznać obyczaje ich kraju. Życzę każdemu takiej praktyki na którą i ja jeszcze raz bym pojechała, bo warto!

 

                                                                                                         Iwona  Pieczonka

 

 

 

 

„Praktykę zawodową odbywałam w Szwajcarii u rodziny Wiesnerów w Bottmingen. Wyjechałam z Tarnowa razem z innymi praktykantami 1 czerwca 2006 roku. Oprócz mnie w tym gospodarstwie pracowały jeszcze 3 praktykantki, więc po przybyciu na miejsce przywitało nas dużo osób. Wskazano nam pokój, gdzie rozpakowałyśmy się i mogłyśmy odpocząć po podróży. Na drugi dzień gospodarz pokazał nam, co będziemy robić – pracowałyśmy przy zbiorze owoców: truskawek, malin, czerwonej porzeczki i jeżyn, sadziłyśmy truskawki oraz pracowałyśmy w restauracji (była własnością gospodarza) przy obsłudze klientów.

 

 

            Pracę rozpoczęłyśmy w niedzielę o godz. 6.45 i pracowałyśmy do godz. 13.00, po południu miałyśmy wolne, w tym dniu poznałyśmy innych Polaków, z którymi pracowaliśmy. Od poniedziałku do piątku pracowaliśmy do godz. 17.30. Na zakończenie sezonu truskawek szefowie przygotowali dla nas – w podziękowaniu za naszą pracę – fest truskawkowy.

Gdy zaczęły się maliny i jeżyny, częściej mieliśmy wolne, dlatego zwiedziliśmy piękne i urokliwe miejsca, takie jak Jezioro Bodeńskie czy Moriastein oraz spotykaliśmy się z innymi pracującymi Polakami.

            Czas praktyki minął bardzo szybko i było mi żal odjeżdżać od ludzi, z którymi pracowałam. Do Polski przyjechałam 1 października. Z przebiegu praktyki jestem zadowolona, wiele się nauczyłam i mam co wspominać. Mimo, że nie zawsze było dobrze, to chętnie pojechałabym jeszcze raz. Życzę wszystkim, aby mogli wyjechać na taką praktykę.”

          Marta z klasy IV TŻ i GD

 

 


    

Wspomnienia z praktyki wakacyjnej w Niemczech – 2006 rok.

 

            Dwudziestego pierwszego czerwca wspólnie z innymi uczniami naszej szkoły (Karoliną, Marcinem, Andrzejem, Krzyśkiem, drugim Marcinem i Piotrem) oraz uczniami z Nowosielc wyjechałam z Jasła na 3-miesięczną praktykę zawodową do Niemiec. Po przyjeździe na miejsce spytaliśmy o drogę przechodnia, który później okazał się niemieckim kierownikiem praktyk. Razem z nim udaliśmy się do szkoły, gdzie czekali już na nas gospodarze, u których mieliśmy pracować. Po pożegnaniu się z kolegami pojechaliśmy każdy do swojego miejsca pracy.

           

            Moim opiekunem została Pani Hermina Redel. Po przyjeździe do domu gospodarze pokazali mi całe gospodarstwo, którym później się zajmowałam. Wieczorem na wspólnej kolacji poznałam resztę członków rodziny, którzy bardzo mile mnie przyjęli.           

Pracę następnego dnia rozpoczęłam od godz.7.00. Głównym moim obowiązkiem było dbanie o pensjonat agroturystyczny, który co tydzień miałam sprzątać i przygotowywać mieszkania dla nowych gości. Oprócz tego zajmowałam się pracami domowymi, tj. praniem, gotowaniem, dbaniem o ogród, pielęgnacją kwiatów. Bardzo dużo też malowałam, gdyż dom, w którym mieszkałam, był po remoncie. W czasie żniw pomagałam przy zbiorze słomy, a później przy wykopkach. Jednak prace, które wykonywałam, nie należały do ciężkich.

 

             W czasie wolnym od zajęć domowych mogłam chodzić na basen, opalać się, oglądać telewizję. W weekendy gospodarze zabierali mnie na wycieczki krajoznawcze, dzięki którym mogłam dużo zwiedzić.

W drugim miesiącu mojego pobytu, tj. 21 sierpnia odbyło się spotkanie wszystkich praktykantów, na którym mieliśmy okazję porozmawiać i podzielić się przeżyciami związanymi z naszym pobytem w Niemczech.

Rodzina, u której odbywałam moją praktykę, traktowała mnie jak członka rodziny, dlatego dzięki ich gościnności czułam się bardzo dobrze, a czas spędzony we wspólnym gronie płynął mi nieubłaganie szybko.

             

            Życzę uczniom obecnej III klasy, aby ich praktyka zawodowa była mile i pożytecznie spędzonym czasem i pozostawiła w pamięci piękne wspomnienia.

 

                                                                                                          Karolina z klasy IV TŻiGD

 


 

Wspomnienia z praktyki wakacyjnej w FWP „TRAVEL” S.A

Zespół Wypoczynkowy WYBRZEŻE w Jastrzębiej Górze oraz Krynicy Morskiej -2006 r.

 

 

             „Byliśmy pierwszą grupą z klasy III TŻ i GD (skład: Joanna Łukasik, Magdalena Miszczak, Tomasz Kolak, Piotr Golec) odbywającą praktykę w Domu Wczasowym „Jubilat” w Jastrzębiej Górze. Pracowaliśmy w działach: kelner, pokojowa, technolog żywienia. Była to interesująca, niezbyt męcząca praca (była zajęta tylko część miejsc wczasowych), która wiele nas nauczyła – przydała się wiedza teoretyczna i ta nabyta podczas zajęć praktycznych. Panie kucharki dbały o nasze brzuszki, aby zawsze były pełne. Pogoda niezbyt nam dopisywała, ponieważ były to chłodne dni majowe. Podczas wystawiania ocen Pani Dyrektor zaproponowała nam pracę na następne wakacje. Bardzo trudno było nam się rozstać z pracownikami, mamy nadzieję, że pracownicy wraz z Panią Dyrektor byli z naszej grupy zadowoleni i będą nas miło wspominać. Młodszym koleżankom i kolegom proponujemy również odbycie praktyk w „Jubilacie” i życzymy powodzenia. Tą praktykę będziemy długo pamiętać.”

            „Dnia 27 maja 2006r o godz. 7.00 rano wyjechałam z grupą na praktykę nad morze do Domu Wczasowego „Delfin” w Krynicy Morskiej. Po przyjeździe przywitał nas kierownik Pan Ryszard Wanat z żoną i przemiły personel. Zapoznałyśmy się z warunkami pracy i mieszkaniowymi. Przez cały miesiąc byłam kelnerką, pracowałyśmy co drugi dzień. Nasz kierownik bardzo o nas dbał, niczego nam nie brakowało. Podobało mi się również morze – byłam wzruszona i szczęśliwa, że mogłam je zobaczyć, ponieważ był to mój pierwszy pobyt nad Bałtykiem. Tydzień przed końcem praktyki otrzymałam propozycję pracy na wakacje, ale odmówiłam, czego do dziś bardzo żałuję. Do domu przywiozłam dużo muszelek, pamiątki, bursztyny i miłe wspomnienia.”

                                                                                                                      Anna

 

            „Po przyjeździe do DW „Delfin” i powitaniu nas przez kierownictwo i personel, pomimo zmęczenia podróżą, wybrałyśmy się podziwiać zachód słońca nad morzem, który wywarł niezapomniane wrażenie. W pracy było trudno tylko na początku, ale potem było super. Personel był dla nas bardzo miły i uprzejmy. W wolnym czasie chodziłyśmy na plażę oraz zwiedzałyśmy okolicę. Po trzech tygodniach pobytu otrzymałam propozycję pracy – był to ciężki wybór, ale się zgodziłam i zostałam, pracowałam tam jeszcze przez dwa miesiące jako pomoc kuchenna. Czas ten bardzo szybko minął i trzeba było wracać do domu.”

 

                                                                                                                      Monika

 

            „Ośrodek Wczasowy „Delfin” to dwa pawilony otoczone zielenią. Na terenie Ośrodka znajduje się boisko sportowe do siatkówki i koszykówki oraz huśtawki i miejsce na ognisko. Pan kierownik oprowadził nas po całym Ośrodku i zapoznał z regulaminem praktyki. Zostałyśmy podzielone na dwie grupy: dwie osoby pracowały jako kelnerki, a dwie jako pomoc kuchenna. Pracowałyśmy po 12 godzin co drugi dzień. Do naszych obowiązków należało nakrywanie stołów, sprzątanie przed i po posiłkach, mycie i polerowanie szkła i sztućców, krojenie warzyw i jarzyn, mycie naczyń kuchennych po każdym posiłku. W dniach wolnych korzystałyśmy z plaży i uroków gorącego słońca. Czas praktyki szybko minął wśród żartów, śmiechu, dowcipów przy pracy w przyjaznej i życzliwej atmosferze.

Dwudziestego drugiego lipca przyjechała kolejna grupa. Patrząc na miny naszych koleżanek z uśmiechem wspominałyśmy nasz pierwszy dzień w Ośrodku. Do dziś zostały mi w pamięci te słoneczne i mile spędzone cztery tygodnie.” 

 

                                                                                                                      Małgorzata

 

            „Cieszę się z tego pobytu, ponieważ pierwszy raz miałam okazję być nad morzem. Spędziłyśmy tam pracowity miesiąc, ale bardzo mi się podobało. Atmosfera była rodzinna, a ludzie, z którymi pracowałam, przyjaźni i sympatyczni. Dzięki praktyce nabrałam doświadczenia w moim zawodzie. Z dziewczynami, które pracowały w tym Ośrodku, bardzo się zżyłyśmy i do dzisiejszego dnia utrzymujemy kontakt. W wolnych dniach zwiedzałyśmy Krynicę, kąpałyśmy się w morzu, opalałyśmy się na plaży. W jedną ze słonecznych niedziel odbyła się potrójna uroczystość: 20-lecie Teleexpresu, 15-lecie nadania Krynicy praw miejskich i trzecia rocznica nadania ulicy, przy której był nasz Ośrodek, nazwy „Teleexpresu”. Wieczorem można było się świetnie bawić i zrelaksować, ponieważ odbywało się dużo koncertów, konkursów, gier i zabaw. Gdy nadszedł czas wyjazdu do domu, wszyscy nas żegnali z łezką w oku, nam też było żal odjeżdżać.”

                                                                                                                         Barbara

            „Dnia 30-04-2006r wyjechałam z grupą na praktykę do Ośrodka Wczasowego „Jubilat” w Jastrzębiej Górze. Rano po przyjeździe zostaliśmy przywitani przez Panią Dyrektor Annę Glapińską, która zapoznała z czekającymi nas obowiązkami, wskazała pokoje mieszkalne i zaprosiła na obiad. Od następnego dnia rozpoczęliśmy pracę na przydzielonych stanowiskach, tj. pracowaliśmy jako kelnerzy i pokojowe. Wyżywienie było bardzo smaczne i można było najeść się do syta. Pracownicy Ośrodka byli bardzo serdeczni i mili. Na praktyce dużo się nauczyłam, a przede wszystkim zobaczyłam nasze piękne polskie morze, które było niedaleko od Ośrodka. Moim zdaniem nie było źle, ale mogło być lepiej.”

 

                                                                                                                      Joanna

 

            „Wieczorem po przyjeździe przywitali nas koledzy z klasy, którzy kończyli praktykę. Następnego dnia poszliśmy na rozmowę z panią dyrektor i rozpoczęliśmy pracę jako kelnerzy. Mieliśmy pracować co drugi dzień, ale okazało się, że tylko co trzeci dzień jedna osoba będzie miała wolne, bo była duża liczba wczasowiczów. Pracowaliśmy jako kelnerzy, pokojówki oraz w charakterze technologa. Nie było łatwo, ale dzięki paniom pracującym w kuchni i pokojówkom praca przebiegała w miłej i przyjaznej atmosferze. W wolnym czasie, którego nie mieliśmy zbyt wiele, zwiedzaliśmy okolice oraz spacerowaliśmy po plaży, gdyż dostępu do komputerów i telewizji nie mieliśmy. Życzymy obecnej III klasie owocnej praktyki i niezapomnianych wrażeń.”

 

                                                                                              Joanna, Anna, Joanna i Rafał

 

            „Miesiące lipiec – sierpień to szczyt sezonu turystycznego, w Ośrodku „Jubilat” wypoczywało ponad 230 wczasowiczów i kolonistów, nasza męska czteroosobowa grupa miała pełne ręce roboty. Pracowaliśmy jako kelnerzy, w jednym dniu po 12 godzin, a w drugim 8. Wstawaliśmy przed godz. 7 rano, braliśmy prysznic i szliśmy nakrywać stoły do śniadania. Przed drzwiami gromadzili się głodni wczasowicze. Koloniści zostawiali po sobie nie nadający się opisać nieład na stołach. Wczasowicze spożywali śniadanie w trzech turach, więc trzykrotnie nakrywaliśmy i sprzątaliśmy ze stołów. Później jedliśmy śniadanie i nakrywaliśmy do obiadu, a po obiedzie przygotowywaliśmy jadalnię do kolacji. Nasza praca kończyła się po sprzątnięciu ze stołów po kolacji.

Jeśli mieliśmy dzień wolny, to mogliśmy iść na plażę, popływać, poopalać się, pobiegać.”

 

                                                                                                                      Krzysztof

 

            „Wyjazd na praktykę zawodową do Jastrzębiej Góry był najlepszym wydarzeniem, jakie kiedykolwiek przeżyłam. W trakcie podróży, przejeżdżając przez stolicę, widzieliśmy słynnego piosenkarza Michała Wiśniewskiego z zespołu „Ich Troje” – stał na sygnalizacji świetlnej, obok naszego busa. Późnym wieczorem dojechaliśmy na miejsce, gdzie NIKT nas nie przywitał. Jednak dzięki pomocy naszych kolegów, którzy tam kończyli praktykę, znaleźliśmy przydzielone nam pokoje mieszkalne. Pracowaliśmy od 7 do 20-tej po trzy dni, czwarty był wolny (mieliśmy pracować co drugi dzień): był to szczyt sezonu turystycznego, obsługiwaliśmy około 230 gości. Pracowaliśmy ciężko, ale jakoś dzięki wzajemnej pomocy i współpracy z etatowymi pracownikami dawaliśmy radę. W wolnych dniach chodziliśmy na plażę, a wieczorami niekiedy do dyskotek. Poznałam tam wiele fajnych osób, z którymi zwiedziłam Gdynię i zobaczyłam oceanarium, a przede wszystkim Hel. Często ze wzruszeniem wspominam pobyt nad morzem i mimo ciężkiej pracy zastanawiam się nad ponownym wyjazdem do Ośrodka „Jubilat” do pracy po skończeniu szkoły.”

                                                                                                                      Ewelina

            „Jastrzębia Góra, to jedna z najchętniej odwiedzanych miejscowości letniskowych na polskim Wybrzeżu. Piękna, czysta plaża, malownicza okolica z głębokimi jarami i wąwozami oraz niepowtarzalna atmosfera przyciąga corocznie tłumy turystów, również młodzieży. Charakteryzują ją liczne kluby, dyskoteki, restauracje i bary. W obydwu pawilonach „Jubilata” były sale telewizyjne, gdzie można było obejrzeć ulubiony serial telewizyjny. W stołówce serwowaliśmy pyszne domowe potrawy z domieszką tradycyjnej kuchni kaszubskiej. Chociaż było dużo pracy, to i tak znaleźliśmy chwilę wolnego czasu, by zwiedzić m.in. Latarnię Morską w Rozewiu, wąwóz Lisi Jar, rezerwat leśny „Przylądek Rozewie”. Odbywały się zajęcia sportowe, w których mogliśmy również uczestniczyć, a to aerobik, rozgrywki sportowe, dyskoteka sportowa, marszobiegi, masaże oraz ogniska z zespołem muzycznym. Jestem bardzo zadowolona, że mogłam uczestniczyć w tej nadmorskiej praktyce zawodowej.”

 

                                                                                                                      Agnieszka

           

 

 

                                                                             

 


 

Morze, nasze piękne morze  - 2005 r.

 

Jesienią 2004 roku dowiedziałam się, że uczniowie z Technikum Żywienia z Krakowa odbywają praktyki w zaprzyjaźnionych ośrodkach wypoczynkowych nad morzem i …… poczułam zazdrość. Dlaczego oni mogą, a my nie? Zaczęłam szukać przez Internet kontaktów z nadmorskimi ośrodkami. Po dłuższych daremnych poszukiwaniach (albo mieli już nawiązane stałe kontakty, albo nie byli zainteresowani) wreszcie udało mi się przez Warszawę nawiązać kontakt z Zespołem Wypoczynkowym Wybrzeże z Jastrzębiej Góry, który był zainteresowany praktykantami. Ustaliliśmy szczegóły – ilość, miejsce, okres odbywania praktyk.

Rozmawiałam w tej sprawie z rodzicami uczniów z klasy III TŻ i GD, część rodziców była ucieszona taką perspektywą, a kilkoro nie zgadzało się – na zasadzie: nie bo nie, bez podania przeciwstawnych argumentów. Podobnie było z uczniami – część wyraźnie się ucieszyła, inni zaczęli mnożyć problemy uniemożliwiające wyjazd. A szczyt nieporozumień nastąpił wtedy, gdy trzeba było utworzyć grupy wyjazdowe.

Ale nie ma sytuacji bez wyjścia – doszliśmy w końcu do porozumienia, przesłałam imienny wykaz grup do dyrekcji ośrodka wczasowego. Wiedziałam, że to frajda spędzić 4 tygodnie nad morzem, za mieszkanie i wyżywienie płacąc własną pracą. I ten szum fal, to powietrze przesycone jodem, ten bezkres wody łączącej się z horyzontem……… do tego bardzo ładna miejscowość turystyczna, z licznymi sklepikami, ogródkami, z uśmiechniętymi turystami. Nie bez znaczenia było także przebywanie w swojej grupie, wzajemna pomoc, wspólne zwiedzanie, wspólne słuchanie radia, opowiadanie dowcipów itp.

Z pierwszą grupą pojechałam osobiście, dziewczętom niezbyt podobały się pokoje – 4 i 2-osobowy, z czyściutką pościelą, czystymi obrusami i wykładziną na podłodze. Łazienka i kuchnia miały wysłużone urządzenia sanitarne, za to recepcja ośrodka była na medal. A jak zobaczyłyśmy jadalnię dla turystów, w której dziewczęta miały pracować oraz pełny zestaw nowoczesnych urządzeń kuchennych, jak również uśmiechnięty personel i miłą panią dyrektor wiedziałam, że to jest to.

Przypomniałam sobie znajomy smak morskiej wody, odetchnęłam głęboko wspaniałym powietrzem i – postanawiając, że tu wrócę – pożegnałam nasze dziewczęta i pojechałam w drogę powrotną.

A oto wspomnienia napisane przez drugą i trzecią grupę praktykantów z nadmorskiej praktyki:

                 „Jastrzębia Góra, to miejscowość granicząca z morzem. W tej właśnie miejscowości odbyłyśmy czterotygodniową praktykę zawodową w Ośrodku Wypoczynkowym „Jubilat” Zespołu WYBRZEŻE. Dwudziestego czwartego czerwca 2005 roku o godzinie 2000 ze szkolnego parkingu w Kleciach wyruszyłyśmy pięcioosobową grupą nad morze. Dojechałyśmy tam w następnym dniu na godzinę 1100.

                 Wszyscy pracownicy mile nas powitali i Pani Dyrektor Anna Glapińska zapoznała nas z programem praktyki. Poznaliśmy też opiekuna praktykantów Pana Waldemara Zasadę, który był bardzo miły i pomocny. Zostałyśmy oprowadzone po wszystkich pomieszczeniach Ośrodka i poznałyśmy regulamin naszego pobytu.

Po jednodniowym odpoczynku w pierwszym dniu naszej praktyki poszłyśmy całą grupą do pracy, a wieczorem zostałyśmy podzielone na dwie grupy. Jedna z nas została wytypowana do sprzątania pokojów gościnnych, a cztery pozostałe pracowały jako kelnerki co drugi dzień po kilkanaście godzin. Do naszych obowiązków należało nakrywanie stołów, sprzątanie przed i po posiłkach, mycie i polerowanie szkła i sztućców oraz drobna pomoc w kuchni.

Pogoda dopisywała nam przez cały czas pobytu. Twierdzimy, że byłyśmy zgraną grupą – pomagałyśmy sobie nawzajem, razem zwiedzałyśmy nadmorskie tereny. Czas praktyki szybko płynął wśród żartów, śmiechu, dowcipów oraz przyjemnej pracy w wykwalifikowanym towarzystwie.

Dwudziestego trzeciego lipca 2005 roku przyjechała kolejna grypa. Patrząc na wystraszone miny naszych kolegów z uśmiechem wspominałyśmy nasz pierwszy dzień w Ośrodku. Do dzisiaj pozostają w naszej pamięci te słoneczne i miłe cztery tygodnie.”

Grupa trzecia: Paulina, Monika, Halina, Paulina, Elżbieta

 

 

    Jastrzębia Góra, to najdalej na północ wysunięta miejscowość w Polsce, pięknie położona na wysokim klifowym brzegu morza Bałtyckiego. Piękna, czysta plaża, malownicza okolica z głębokimi jarami i wąwozami oraz niepowtarzalna atmosfera przyciągają tu corocznie tłumy turystów.

Nasza praktyka zaczęła się 27 maja wyjazdem spod szkoły o 2000. Podróż minęła bardzo szybko. Zajechałyśmy tam w następnym dniu na 900 rano. W pierwszym dniu zapoznałyśmy się z obowiązkami oraz zwiedziłyśmy miejscowość, w której miałyśmy pracować. „Jubilat”

(nazwa ośrodka wypoczynkowego, w którym pracowałyśmy) to dwa pawilony otoczone zielenią. Łącznie 254 miejsc w pokojach typu studio (wspólny węzeł sanitarny dla dwóch pokojów). Na terenie ośrodka znajdują się boiska sportowe do siatkówki plażowej, koszykówki, badmintona oraz huśtawki. W drugim dniu zostałyśmy podzielone na grupy – 4 osoby zostały przydzielone do kelnerowania, a 2 do pracy w charakterze pokojówek. Wszystkie rozpoczynałyśmy pracę o 7 rano, osoby kelnerujące pracę kończyły o godzinie 2000 i pracowały co drugi dzień, a osoby sprzątające o 1500 i pracowały codziennie. Obowiązkiem pokojówek było odkurzanie pokoi, mycie korytarzy i sprzątanie holu, a kelnerek nakrywanie stolików, obsługa konsumenta, mycie szklanek i sztućców oraz wykonywanie drobnych prac pomocniczych.

 

 

 

 

Zdjęcie 1: Morze, nasze morze, jeszcze słyszymy niezapomniany szum fal……

 

             W wolnych chwilach zwiedziłyśmy takie miejsca, jak latarnia morska w Rozewiu, obelisk „Gwiazda Północy”, wąwóz „Lisi Jar” i inne atrakcje Pobrzeża Gdańskiego. Bardzo miło wspominamy naszą miesięczną praktykę.”

 

                                   Grupa druga: Ewelina, Justyna, Beata, Bernadetta, Urszula, Anna

 

            Niestety, pozostałe dwie grupy – mimo moich wielokrotnych próśb – nie chciały z Wami podzielić się swoimi wrażeniami z nadmorskiego pobytu i swoje wrażenia zostawiły tylko dla siebie. Wszyscy uczestnicy praktyki z obowiązków wywiązali się dobrze, niektórzy bardzo dobrze, zostawiając o sobie dobre wrażenie i wystawiając dobrą opinię naszej szkole, za co im bardzo dziękuję. Liczę, że tegoroczni praktykanci będą co najmniej tak samo dobrzy, a przy tym chętniej podzielą się wrażeniami z czytelnikami „Plotki”.

 

                                                                                              Kierownik Szkolenia Praktycznego

                                                                                                      mgr inż. Janina Słupek

 


 

Poznawaj obce kraje – bądź Europejczykiem.

 

             Pod koniec ubiegłego roku szkolnego jedenaścioro uczniów naszej szkoły wyjechało na zagraniczne praktyki rolnicze: siedmioro do Niemiec, a czworo do Szwajcarii. Kryteria zakwalifikowania się na wyjazd były dość ostre – dla chłopców posiadanie prawa jazdy kat. B i T, umiejętność wykonywania prac polowych sprzętem zmechanizowanym, znajomość prac przy obsłudze zwierząt ( na przykład dój mechaniczny, usuwanie obornika, zadawanie pasz), duża wytrzymałość fizyczna i odporność psychiczna, umiejętność radzenia ze stresem, dobra znajomość języka niemieckiego i angielskiego. Od dziewcząt wymagana była umiejętność wykonywania prac polowych i przy obsłudze zwierząt, przygotowywania posiłków, prania, sprzątania, sprawowania opieki nad dziećmi. Wskazane było posiadanie prawa jazdy kat. B. Praktyka trwała od trzech do czterech miesięcy.

fot.1 Grupa praktykantów z naszej szkoły

 

A oto bezpośrednie relacje uczestników praktyk

Do moich obowiązków należała pomoc gospodarzom. Pracowałam w domu – gotowałam, prasowałam, sprzątałam- oraz w oborze przy bydle, jak też w polu i w razie potrzeby w lesie. Praca ta była dla nas męcząca i często sprawiała nam wiele trudności. Do znużenia dochodziła jeszcze tęsknota.

 

 

        fot. 4 Tradycyjny zbiór siana.                                            fot. 5 Obsługiwałam również ten agregat do

                                                                                                             mechanicznego zbioru siana.

Kiedy w Polsce nasi koledzy rozpoczęli rok szkolny, czas leciał już szybciej i rozpoczęłyśmy odliczanie dni do końca praktyki. Dwudziestego drugiego września o godzinie dziewiętnastej wsiadłyśmy szczęśliwie do autokaru. Zmęczenie spowodowało, że nie oglądałyśmy pięknych krajobrazów, lecz po prostu spałyśmy mimo wszystkich niewygód autokarowych. O dwudziestej trzydzieści następnego dnia z radością witałyśmy się z naszymi rodzinami. Wspomnienia tych wakacji budzą w nas mieszane uczucia. Jesteśmy zadowolone z poznania wielu nowych technologii, zwyczajów i tradycji oraz zarobionych pieniędzy, ale zgodnie twierdzimy, że wykonywana przez nas praca była naprawdę ciążka.”

                                                                                                                                     Marta i Ula


„Miałem okazję wyjechać na praktykę zagraniczną do Szwajcarii i skorzystałem z tej szansy. Od 2 maja do 20 września pracowałem w gospodarstwie rolnym w kantonie Lucern. Po przyjeździe przez trzy miesiące pracowałem przy budowie obory stanowiskowej na 46 krów z miejscami udojowymi.

fot. 6 A oto efekt mojej pracy                           fot. 7 Krowy w nowej oborze czuły się bardzo dobrze

 

                                                  

Ostatnie dwa miesiące pracowałem przy porządkowaniu otoczenia gospodarstwa oraz wykonywałem różne prace polowe. Oprócz bydła mlecznego gospodarstwo ukierunkowane było na chów trzody chlewnej i posiadało 36 macior. Rolnik gospodarzył na 17 ha użytków rolnych, w tym 13 ha łąk. Park maszynowy stanowiły dwa ciągniki i różne maszyny rolnicze.      W  każdym dniu pracowałem od godziny szóstej do godziny dziewiętnastej trzydzieści. Jestem zadowolony z praktyki, miałem okazję poznać obyczaje i tradycje szwajcarskiej rodziny.

fot. 8 W wolnych chwilach z moim gospodarzem wychodziłem na górskie szlaki.

 .                                                                                      

Chociaż ciężko pracowałem, zachęcam każdego, aby pojechał za granicę, bo warto.

                                                                                                                                                        Wojtek


 

„W tym roku wakacje spędziłem na praktyce w Szwajcarii w miejscowości Freiburg. Gospodarstwo, w którym pracowałem posiada 76 ha łąk, pastwisk i pola ornego oraz 36 ha lasu w Alpach. Specjalizuje się głównie w chowie bydła mlecznego – posiada 28 krów mlecznych i 42 cielęta w różnym wieku. Gospodarstwo jest wyposażone w ciągniki marki Wendt, posiada również dużo sprzętu rolniczego.

fot. 9 Koła bliźniacze znacznie zwiększają siłę uciągu ciągnika i zwiększają bezpieczeństwo przy pracy na stokach.

 

fot. 10 Stosowałem taką technologię zbioru słomy.

Pracowałem tam 4 miesiące, gospodarze byli dla mnie jak rodzina przez cały czas. Dużo się nauczyłem i trochę zarobiłem. Jestem bardzo zadowolony, że tam byłem i pracowałem.”

                                                                                                                                                         Marcin


            „Dwudziestego pierwszego czerwca 2005 roku siedmioosobowa grupa z naszej szkoły wyjechała na praktykę do Niemiec. Jadąc byliśmy wszyscy przerażeni myśląc o najbliższych trzech miesiącach w obcym kraju, ze słabą znajomością języka i niemieckiej kultury. W Jaśle dołączyliśmy do grupy praktykantów ze szkoły w Nowosielcach. Dwudziestogodzinna podróż autobusem upłynęła stresowo z niemieckim słownikiem w ręku. W Bayreuth przydzieleni swoim pracodawcom pożegnaliśmy się i pojechaliśmy do swoich gospodarstw. Najgorszy był pierwszy tydzień – zaznajamiania się z rodziną, językiem, zwyczajami i oczywiście pracą. Starałyśmy się dobrze wykonywać nasze obowiązki, do których należała pomoc w pracach domowych, porządkowanie mieszkań wczasowiczów, praca w ogrodzie i w oborze przy bydle, chociaż było to dla nas trudne. Pocieszała nas myśl o planowanym spotkaniu wszystkich praktykantów 21 sierpnia w Bindlach.

 

Dzień ten sprawił nam dużo radości, lecz bardzo szybko minął. Ale wtedy został już tylko miesiąc do końca praktyki i byłyśmy „jedną nogą” w domu. Na koniec praktyki wypłacono nam kieszonkowe. Dwudziestego drugiego września 2005 roku o godzinie dwudziestej pierwszej spotkaliśmy się wszyscy już na dworcu w Bayreuth.

Po trzech miesiącach spędzonych z naszymi nowymi rodzinami trudno  było się rozstać. Miałyśmy mieszane uczucia – szczęśliwe, że wracamy do domu, lecz smutne „bo tak się trudno rozstać”. Do Jasła wróciliśmy o szesnastej, z godzinnym opóźnieniem. Droga była ciężka i męcząca, ale nikt nie narzekał, bo wracaliśmy do domu. Teraz mile wspominamy te chwile spędzone na obczyźnie, nasze niemieckie rodziny i kolegów z Nowosielc, dzięki którym czas w autokarze szybciej płynął. Chciałybyśmy, aby takie wakacje jeszcze się powtórzyły.”

                                                                                                                                         Ula i Magda


 

„W czasie tegorocznych wakacji odbywałem praktykę zawodową w Niemczech w miejscowości Rothelbach. Gospodarstwo, w którym pracowałem posiada 350 ha gruntu, w tym 60 ha lasu. Główne uprawy, to różnorodne zboża, które wykorzystywane są na paszę, ponieważ gospodarstwo specjalizuje się w chowie trzody chlewnej. Średni stan trzody to około 3500 sztuk. Gospodarstwo to jest całkowicie zmechanizowane i zautomatyzowane, gdyż ilością podawanej karmy steruje komputer. Zboża na paszę przechowywane są w ogromnych silosach. Jeżeli chodzi o sprzęt rolniczy, to gospodarz posiada 5 ciągników, 2 kombajny amerykańskiej firmy „JOHN DEERE” oraz wiele innych maszyn i urządzeń.

 

fot. 11 Wykonywałem prace polowe takim ciągnikiem

fot. 12 Obsługiwałem różne urządzenia.

Oprócz trzody chlewnej w gospodarstwie są konie. Dwudziestego pierwszego sierpnia w gospodarstwie, w którym pracowałem, odbyło się spotkanie praktykantów z naszej szkoły oraz z Nowosielc. Ogólnie z praktyki jestem zadowolony, chociaż praca była ciężka, ponieważ pracowałem po 12 godzin, a w czasie żniw dłużej. Teraz wiem, jak wygląda praca w dużym gospodarstwie.”

                                                                                                                                                       Mateusz


           „W czerwcu tego roku rozpocząłem trzymiesięczną praktykę w Niemczech. Mieszkałem w miejscowości Weiden w gospodarstwie rolnym, które posiadało 16 ha gruntów rolnych, w tym około 6 ha użytków zielonych, oraz 14 ha lasu. Zboża wykorzystywano na paszę, gdyż gospodarstwo to zajmowało się hodowlą krów mlecznych w liczbie 18 sztuk. Z trawy sporządzano sianokiszonkę.

 

fot. 13 Zbierałem trawę prasą zwijającą

 

                                                                                                            ..

fot 14. Koszenie trawy przebiegało sprawnie.

Nie miałem zbyt dużo ciężkiej pracy ze względu na małą powierzchnię gospodarstwa. Dzięki praktyce poznałem nowe możliwości technologiczne rolnictwa i nowych ludzi. W sierpniu uczestniczyłem w spotkaniu wszystkich praktykantów z naszej szkoły i z Nowosielc. Do domu przyjechałem 23 września.”

                                                                                                                                                      Grzesiek


 

           „W czasie tegorocznych wakacji odbywałem praktykę w Niemczech. Gospodarstwo, w którym pracowałem, posiada około 100 ha użytków rolnych. Główne uprawy polowe to zboża różnego gatunku, które przetwarzane są na pasze. Gospodarstwo jest nastawione na chów krów mlecznych – obecnie jest ich 50 sztuk oraz 60 sztuk młodego bydła w różnym wieku.

fot. 15 Zmechanizowane zadawanie pasz w oborze.

 

fot. 16 Często pracowałem w polu różnymi maszynami.

Nie wszystkie prace są zmechanizowane, część karmy jest zadawana ręcznie. Zboża przeznaczone na pasze przechowywane są w silosach. Ponieważ gospodarz posiada dwa ciągniki Lamborghini i jeden New Holland oraz inny sprzęt potrzebny do prac polowych, praca w polu była prawie całkowicie zmechanizowana.

Dwudziestego pierwszego sierpnia pojechałem na spotkanie wszystkich praktykantów z naszej szkoły i ze szkoły w Nowosielcach. Miło było spotkać się ze starymi znajomymi i usłyszeć polski język.

Praktyka mi się podobała, ale lekko nie było, szczególnie na początku zaraz po przyjeździe, bo nie mogłem porozumieć się z moimi gospodarzami. Ja osobiście nie chciałbym jechać tam jeszcze raz, ponieważ zbyt mało pracowałem maszynami. Natomiast polecam innym taki wyjazd, bo można się dużo nauczyć i zobaczyć dużo ciekawych rzeczy.”

                                                                                                                                             Leszek


 

„Tegoroczne wakacje spędziłem na praktyce w gospodarstwie rolnym w Niemczech. Na samym początku trochę pracowałem w gospodarstwie, moim zasadniczym zadaniem, które musiałem wykonywać każdego dnia było zadawanie paszy 80 krowom. Wstawałem więc codziennie około piątej rano, karmiłem krowy, a później pracowałem na budowie, bo szef budował nową oborę.

fot. 17 Przy budowie obory wykorzystywano sprzęt zmechanizowany

Ponieważ miałem bardzo dużo pracy na budowie, którą wykonywałem przez prawie 3,5 miesiąca, mało pracowałem w polu, w dodatku gospodarz posiadał wszystkie potrzebne maszyny rolnicze i ręczna praca w polu była niepotrzebna. Maszyny były prawie nowe. I tak zleciało mi 3,5 miesiąca ciężkiej pracy na budowie w Niemczech.

fot. 18 Budowa obory przebiegała inaczej niż u nas

 

Jestem zadowolony z pobytu w Niemczech i zachęcam kolejnych praktykantów do wyjazdów do tej miejscowości.”

                                                                                                                                                   Krzysiek


 

             „Tegoroczne wakacje spędziłem w Niemczech w miejscowości Micheldorf, gdzie odbywałem praktykę zawodową. Gospodarstwo, w którym pracowałem, posiada 100 ha gruntów, w tym 30 ha użytków zielonych , 10 ha lasu, a pozostała część jest obsiewana zbożami różnego rodzaju, wykorzystywanymi na pasze.

fot. 19 Zbiór zbóż takim kombajnem przebiega bardzo sprawnie

fot. 20 Ruchoma mieszalnia pasz.

Trawy były przeznaczone częściowo na kiszonkę, a częściowo na siano, gdyż gospodarstwo zajmowało się hodowlą krów mlecznych. Średni stan wszystkiego bydła to około 140 sztuk, w tym 60 krów mlecznych, które łącznie na dobę dawały około 2500 litrów mleka. Gospodarstwo jest całkowicie zmechanizowane, posiada trzy ciągniki firmy Case International, kombajn zbożowy John Deere i różnego rodzaju maszyny i urządzenia rolnicze.

Sądzę, że warto było pojechać na praktykę, ponieważ dużo się nauczyłem, zapoznałem się z wymaganiami Unii Europejskiej w nowoczesnych gospodarstwach. A tak w sekrecie mogę dodać, że jeszcze raz chętnie bym tam pojechał, czego każdemu życzę, bo naprawdę można się dużo nauczyć, choćby nawet języka obcego.”

                                                                                                                                        Krzysztof

Jak wynika z powyższych relacji, wrażenia z zagranicznych praktyk na długo zostaną w pamięci naszych praktykantów. Niewątpliwie nasuwa się jeden wniosek: na pewno warto uczyć się języków obcych, wtedy świat stoi otworem, a mając dodatkowo prawa jazdy i inne uprawnienia oraz chęć do pracy można sobie poradzić. Oni już wiedzą, że polski chleb po powrocie smakuje najlepiej, a więzi rodzinnych nic nie może zastąpić. My również bardzo oczekiwaliśmy ich powrotu, na szczęście wrócili cało i zdrowo.

                                                                                           Kierownik Szkolenia Praktycznego

                                                                                                       mgr inż. Janina Słupek